Hej artur88,
Rozumiem chęć pilnowania dzieciaka w necie, sam przez to przechodzę. Ale szczerze? Keylogger to trochę jak nuklearna opcja - zapisuje każde naciśnięcie klawisza, hasła, wszystko. To już nie jest monitorowanie, to inwigilacja na poziomie służb specjalnych.
Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, co się dzieje, to normalne appki rodzicielskie typu eyeZy czy inne mają wbudowane funkcje monitorowania bez całego tego szpiegowskiego cyrku. Widzisz wiadomości, aplikacje, lokalizację - bez ukrywania się i bez ryzyka prawnego.
A to “dyskretnie” - pomyśl dwa razy. Jak dzieciak to odkryje (a zazwyczaj odkrywa), to zaufanie leci w kosmos. Może lepiej po prostu uczciwa rozmowa i jawne monitorowanie?
Sam się uczyłem na błędach.